Jak zostać Panią Swojego Czasu- co dała mi książka PSC

Lubię Panią Swojego Czasu- zarówno jako blog jak i osobę. Podoba mi się to, że Ola nie jest skromna i że podobnie jak ja nazywa siebie śmiało feministką. Podoba mi się też, że zna się na tym co robi, co wcale nie jest takie oczywiste, bo jak to powiedział mój kolega „dziś jest wiele osób, którym wydaje się, że mogą uczyć innych”. Pani Swojego Czasu się nie wydaje. Ona jest tego pewna.

Kiedy dowiedziałam się, że Pani Swojego Czasu wyda swoją książkę zastanawiałam się czy ją kupić, śledzę przecież bloga na bieżąco, ale stwierdziłam, że skoro temat mnie interesuje i powoli przekuwam teorię w praktykę to powinnam kupić ten poradnik. Do tego fakt, że książka będzie wydawana samodzielnie dawał gwarancję 100% PSC w PSC.

Zamówienie złożyłam w  przedsprzedaży, dzięki temu mogłam liczyć na darmową wysyłkę i autograf autorki 🙂

A później pojawiła się możliwość pobrania z bloga  jednego rozdziału książki. Oczywiście musiałam sprawdzić jak wygląda próbka tego na co czekałam z wielką niecierpliwością. I tutaj muszę przyznać, że  przez chwilę się zawiodłam. Przeczytałam kawałek i pomyślałam, że za dużo o samej autorce, jej doświadczeniach, jej życiu, miałam wrażenie że to nie poradnik a autobiografia. Rozdziału nie skończyłam i lekko zniechęcona postanowiłam poczekać mimo wszystko na całość.

7 kwietnia przyszła przesyłka a ja w pierwszej chwili…wystraszyłam się, że pomylono przesyłki ponieważ do książki był dołączony kalendarz. Myślałam, że dostałam zamówienie innej osoby i tylko będę miałam problem, gdyż będę musiała odesłać produkt, którego nie chciałam – uczciwość nakazałaby mi zwrócić produkt za który nie zapłaciłam.  Na szczęście okazało się, że  był to prezent od PSC  dla osób które zamówiły książkę w przedsprzedaży okazując Oli tym samym swoje zaufanie. Wobec tego dziękuję.

Wizualnie książka mnie zachwyciła- ten gruby papier, kolory, zapach. Czytałam ją w każdej wolnej chwili (głównie w drodze do i z pracy) powoli zachwycając się jednak jej treścią.  Całość książki jest spójna, wątków biograficznych wcale nie za dużo, a jeśli już to wplecione tak, aby pokazać swoje doświadczenie jako przykład:  „byłam jak Wy/ mnie też czasem się nie chciało, ale zmieniłam dokładnie to, to i to aby teraz było tak i tak”. W tej książce wszystko jest odpowiednio wyważone i na swoim miejscu.

Czy znalazłam w niej coś więcej niż na blogu? Jeśli chodzi o stronę merytoryczną to raczej nie. Ale po pierwsze- nie miałabym czasu ponownie czytać wszystkich artykułów, po drugie wpisy na blogu pisane są jednak inaczej, nawet czytając je po kolei nie znalazłabym tej spójności i odpowiedniej hierarchii jaka jest w  książce. Jeśli wiec tak jak ja chcesz się wziąć w garść- kup książkę i maż w niej, podkreślaj, zaznaczaj najważniejsze fragmenty dużym wykrzyknikiem i wracaj do nich często.

Co dała mi ta książka? Mnie dała potwierdzenie, że mam dobre podstawy i jestem na dobrej drodze. Trochę brakuje mi samodyscypliny, ale z resztą było całkiem dobrze. PSC obaliła kilka mitów z którymi spotykam się pracując w korporacji i w które nigdy nie wierzyłam. Książka może dać Ci porządną dawkę motywacji, chociaż ja jej nie potrzebuję, mnie natomiast przypomniała o dwóch najważniejszych rzeczach ( w moim przypadku): priorytetach i samodyscyplinie. Ale jeśli Ty jesteś na początku drogi i czujesz, że nie panujesz nad swoimi zadaniami to dostaniesz i motywacyjnego kopa, i konkretną wiedzę opartą na doświadczeniu. Czytałam kilka innych poradników zachodnich guru motywacji i zarządzania sobą w czasie, były pisane tak bezosobowo, że mówiąc szczerze nic z nich nie zapamiętałam- ot w każdej ciągle potarzane te same banały i nieśmiertelna matryca Eisenchovera. PSC rozprawiła się i z niektórymi banałami, i z tablicą. Udało się jej również rozprawić z moimi wymówkami.

Regularnie pozbywam się książek robiąc ograniczonej powierzchni moich półek miejsce na kolejne- droga doboru naturalnego przetrwają tylko najlepsze, „jak zostać panią swojego czasu, zarządzanie czasem dla kobiet” na pewno na nich zostaną, a ja jeszcze kiedyś do niej wrócę.

sztuka szczęścia

One Comment

  1. jakie ja mam szczęście, że mogę książki nabywać, nabywać! i jeszcze jest miejsce 😀
    książkę, oczywiście, mam i ja 🙂 dla mnie Ola jest rewelacyjna, spójna, pracowita, konsekwentna, wyluzowana. świetny autor, świetna babka. co do Twojej opinii o książce – zgadzam się 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *