Podsumowanie marca czyli kiedy los rzuca kłody pod nogi

Po trudnym początku roku, gdzie w lutym pożegnaliśmy moją babcię i ciocię a moja mama tym samym straciła w ciągu tygodnia mamę i siostrę mieliśmy nadzieję, że marzec okaże się już czasem wyjścia na prostą.

Dla mnie marzec to miesiąc kobiet, nie mogło wiec mnie zabraknąć podczas manify i strajku.

Z okazji dnia kobiet wybraliśmy się też wieczorem do kina na „Marię Skłodowską Curie”. P i Mała K trochę wiercili się w fotelach, ale z drugiej strony nie wyobrażałam sobie bardziej odpowiedniego repertuaru tego dnia.

Staraliśmy się każdy weekend spędzać rodzinnie, także zaliczyliśmy też wizytę w fantastycznym łódzkim planetarium EC1.  Pokaz o doborze naturalnym to pozycja obowiązkowa dla dzieci i dorosłych, no chyba ze ktoś jest zwolennikiem kreacjonizmu, ale przypuszczam, że ma wówczas inną niedzielną rozrywkę. Darwinistom zdecydowanie polecam.

Nie mogło też nas zabraknąć  na „Pięknej i Bestii”. Bella jest jedną z pierwszych bohaterek Disneya która stawiała na rozwój intelektualny co bardzo mi się zawsze podobało. Emma Watson wcieliła się w  rolę doskonale, chociaż czytałam już zarzuty odnośnie jej urody (że rysy za ostre) i że jest nieprofesjonalna, bo nie chciała do balowej żółtej sukni założyć gorset. A ja tym bardziej ją podziwiam za to, że nie chce kreować fałszywego obrazu kobiety.  W każdym razie film gorąco polecam.

I tak powoli marzec dobiegał końca, poza weekendowymi rozrywkami każdy dzień upływał podobnie: wstawałam rano, naszykowałam K do szkoły,  wychodziłam do pracy. Potem kawa i praca przy komputerze- same bardzo ważne rzeczy i wszystkie „na wczoraj” :-). Po pracy siłownia, po której jechałam na judo po K, gdzie czekał już mój tata, który odwoził nas przed 21 do domu. Każdy dzień podobny, wypełniony po brzegi, właściwie czekałam tylko na piątkowy wieczór. Kilka dni temu mój organizm się zbuntował i podczas snu dostałam pierwszego w życiu ataku padaczki. Zarówno ja, jak i lekarze mamy nadzieję, że to był jeden raz, ale trzeba przyznać, że taki atak potrafi porządnie pomieszczać plany- również zawodowe, ponieważ nie mogę prowadzić samochodu,  pracować na wysokości i przy maszynach. Dla mnie to dość duże ograniczenie, na szczęście nikt mnie z pracy nie wyrzuci bo nie pracuję na budowie, ale miałam nadzieję czasem się tam pojawić i zobaczyć „na żywo” to co zaprojektowałam. Uczepiłam się myśli, że jestem zdrowa i za rok te ograniczenia zostaną zniesione, póki to jednak nie nastąpi, skoro los rzucił mi pod nogi kłody to ja muszę nauczyć się latać. Pracą się nie martwię, a w życiu dostałam po prostu sygnał, żeby trochę zwolnić.Wydawało mi się, że jestem nie do zdarcia i miałam rację- wydawało mi się. I nie chcę, żeby to brzmiało melodramatycznie, ale serce mi pęka jak patrzę na P kiedy mówi, że się bał, że mnie straci, jak pomyślę o tym że robił na prawdę wszystko żeby mnie uratować włącznie z masażem serca 🙂 Na szczęście mi go nie zatrzymał, ale klatka mnie trochę boli, łatwo się jednak teraz śmiać, ale podobno nie wyczuwał ani oddechu ani tętna. Dla mnie jest bohaterem. Jest strażakiem, wiec mieszkańcy Łodzi też mogą być spokojni 🙂

Kwiecień będzie czasem powrotu do medytacji, spokojniejszej ale wciąż regularnej aktywności fizycznej, przygotowania do komunii K oraz świąt czyli miłych chwil z rodziną. Oby tylko nie było niemiłych niespodzianek.

Dbajcie o siebie

Buziaki

K.

sztuka szczęścia

3 Comments

  1. Kasia…. co się dzieje? jak to? ciary mnie przeszły, nadal się trzymają. i taka diagnoza? że to przez za szybkie tempo życia? nie miałam pojęcia, że coś takiego może się wydarzyć. domyślam się, że przywołało to trochę inny punkt widzenia na.. no na wszystko. ciepło pozdrawiam

    • Mam nadzieję, że to tylko przez zmęczenie, wolę to niż jakąś „fizyczną” diagnozę. Pokrzyżowało mi to plany, ale nie tracę optymizmu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *