Jak wychowano mnie na pewną siebie kobietę

Zdradzę Wam dwie rzeczy, które mogę o sobie powiedzieć bez cienia wątpliwości: jestem piękna i jestem mądra. Wiem to od zawsze. Jeżeli chcecie się ze mną kłócić i udowadniać mi, że nie mam racji mogę pomóc Wam wrzucając tu swoje najgorsze zdjęcie wraz z załącznikiem w postaci świadectw z dość przeciętnymi ocenami. Mogłabym wówczas przeczytać o sobie, że mam okropny duży nos, brzydką cerę, w dodatku jestem głupia bo tylko głąb mógł mieć  w liceum mierny z matematyki i dostateczny z WF. Nawet gdybym usłyszała to od osoby, która miałaby odwagę powiedzieć mi to prosto w oczy, nigdy nie zwątpiłabym w swoją wartość. Nigdy.

Mogę wymienić szereg „mankamentów” urody, tzn cech które oddalają mnie od obecnie kreowanego ideału kobiety. Mogę, ale nie zrobię tego, ponieważ ja nigdy nie narzekam. W moich oczach jest to bluźnierstwo, w tym przypadku przeciwko moim rodzicom, osobom które przekazały mi swoje geny. Gdybym była wierząca uznałabym to za grzech i bluźnierstwo przeciwko Bogu, który stworzyłby mnie na swoje podobieństwo. Dlatego nigdy nie zrozumiem dlaczego ludzie mają kompleksy.

Gdybym miała krótko określić dlaczego nie mam kompleksów odpowiedziałbym: z miłości. Kocham siebie, a miłość to akceptacja. Ale przede wszystkim zawdzięczam to miłości moich rodziców. I choć nie uniknęli wielu błędów wychowawczych to najpiękniejszym co mogłam od nich dostać to bezwarunkowa miłość. Od dzieciństwa powtarzano mi: jesteś ładna, jesteś mądra, możesz wszystko. Nie pamiętam żebym kiedykolwiek usłyszała, żeby na serio mówili, ze moja płeć jest jakimkolwiek ograniczeniem. „nie rób tego, to nie dla dziewczynek” czy „zanieś bratu obiad” nigdy nie padły z ust moich rodziców. Mogłam dyskutować na każdy temat, nie uciszano mnie, ani nie wykluczano z dyskusji.  Byłam równa z bratem i równa z rodzicami. Do dziś czuję się równa z każdym i nie mam kompleksów wobec nikogo.

Gdybym miała napisać porady z cyklu „jak wychować dziewczynkę na pewną siebie kobietę” na podstawie tego jak kształtowali mnie rodzice brzmiałyby one mniej więcej tak:

  1. Mów dziecku ze je kochasz.  Często! Tata mówił to nawet częściej niż mama. Uważam że między innymi  dlatego nie miałam później emocjonalnych problemów z mężczyznami.
  2. Mów dziecku że jest piękne i mądre. Bo dla Ciebie powinno takie być, a jeśli nie jest to znaczy, że to  z Tobą jest coś nie tak. Lubię powiedzenie, że dzieci dzielą się na genialne i cudze.  Pamiętam jak tata brał mnie maleńką na ręce, stawał przed lustrem i pytał „kto tam jest w lustrze najpiękniejszy na świecie?” Odpowiedź nie była wcale taka oczywista, bo brzmiała  „tatuś, a obok jest Kasiunia” 🙂
  3. Nie wymagaj więcej niż możliwe. Moi rodzice nie wymagali najwyższych ocen, nie realizowałam ich ambicji, miałam realizować swoje.
  4. Nie podcinaj skrzydeł, ale bądź realistą. Od dzieciństwa chciałam być lekarką i oni wiedzieli, że z nauką sobie zawsze poradzę. Ale jeśli miałabym pomysł bycia malarką, śpiewaczką czy projektantką mody to taki pomysł był szybko wybijany mi z głowy. Z prostego powodu- nie miałam talentów artystycznych. Tak więc śpiewałam do dezodorantu, a uczyłam się biologii. Na drugim lub trzecim roku Politechniki (nie dostałam się na medycynę) też wpadł mi do głowy plan porzucenia studiów po to aby zdać na biologię i zostać genetykiem, ale „zastanów się” sprowadziło mnie na ziemię.
  5. Ufaj. Kiedy byliśmy już z bratem starsi moja mama często mówiła, że ma mądre dzieci i im ufa (mama nie umiała swobodnie mówić o TYCH sprawach więc cały czas myślę, że to właśnie o to chodziło)
  6. Rodzeństwo traktuje się równo (mam wątpliwości kiedy to piszę, bo ja miałam chyba lepiej niż mój brat). To niby oczywiste, ze dzieci kocha się tak samo, ale traktuje się je często inaczej. Starsze inaczej niż młodsze, a dziewczynki w późniejszych latach inaczej niż chłopców.  To, że stosunek moich rodziców do mnie i brata i ustalenie relacji między nami nie było takie oczywiste i powszechne przekonałam się obserwując relacje brat-siostra w domach moich koleżanek. niezależnie od relacji wieku siostry zawsze usługiwały bratu, zdarzało się też że  bracia wyzywali swoje siostry od dziwek (nie przesadzam). Mój brat jest ode mnie starszy 4 lata, nie „kolegowaliśmy” się poza domem, ale szanowaliśmy. Poza tym on jako starszy musiał się mną opiekować, a później każde z nas musiało być samodzielne.

Poczucie swojej wartości to jedyny posag jaki mogli mi dac rodzice, aler najlepszy, żebym o resztę mogła zadbać w życiu sama.

Swoją córkę staram się wychowywać z myślą, aby nie popełniać błędów swoich rodziców, ale powielać to co było dobre. Nie zawsze się udaje, ale muszę pozwolić sobie na niedoskonałość i jednocześnie po prostu próbować dalej.

sztuka szczęścia

2 Comments

  1. zazdroszczę szczerze tej pewności siebie, choć zdaje mi się, że ja z wiekiem mam jej coraz więcej. to, co mnie zastanawia, to fakt, że rodzice mówili Ci, że jesteś NAJ, że komplementowali… czytałam kilka artykułów i teorie, że nie powinno się dziecka chwalić, w sensie mówić o odczuciach własnych, nie oceniać, bo człowiek bierze wtedy poczucie wartości z zewnątrz, nie wynika ono ze środka, z jego postrzegania siebie. i zgodzę się z tymi mądrościami, ale jednak Twoją listę bym do nich także dodała. i w sumie tak też postępuje z własnymi dziećmi, mówię im to, co mówili Tobie Twoi rodzice, ale także chcę, by same widziały wartość w swoich dokonaniach.
    fajnie, że się tym podzieliłaś. to cenne, bo wiem, że DZIAŁA. dzięki 🙂

    • Możliwe, że masz rację z tym nadmiernym komplementowaniem dzieci, ale wydaje mi się, ze ważne jest żeby nie mówić NAJ w porównaniu do innych, tylko na zasadzie „zaakceptuj fakt, że jesteś piękna i mądra (inne dzieci też) i nigdy nie daj sobie wmówić, że jest inaczej”. Ale uważam, ze pierwsze sygnały jakie otrzymujemy są bardzo ważne i niezależnie czy są pozytywne czy negatywne zostawiają w nas pewien ślad.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *