2017 rokiem bez postanowień

2017 jest prawdopodobnie pierwszym rokiem od wielu lat, w w którym nie spisałam swoich postanowień noworocznych. Podobno większość osób i tak  porzuca je już w pierwszym kwartale, sama po prostu odkładałam ich realizację z miesiąca na miesiąc a później zwyczajnie przepisywałam  na kolejne lata. Bo prawda jest taka, ze nie ważne jak cel ten był dla mnie ważny na początku roku, to i tak wiedziałam, że jeśli go nie zrealizuję to i tak nic mi się nie stanie, nie było kary, nie było nagrody, nie było nic motywującego.

Najdłużej przepisywanym przeze mnie celem było zrobienie prawa jazdy. Wstyd przyznać, ale kurs i trzy egzaminy mam już za sobą od ponad 10 lat, więc czemu do cholery nie skończę tego co rozpoczęłam? Bo w niczym mi to nie przeszkadza. Do pracy jadę przez całe miasto i naprawdę wygodniej przemieszczać się tramwajami niż najbardziej zakorkowanymi ulicami miasta. W podróże służbowe rzadko jeżdżę sama, a kiedy się to zdarzało to wybieram pociąg. A dodatkowo mój P jest fantastycznym kierowcą i nie mogłabym odmówić sobie przyjemności dawania mu się wozić. Tak wiem, to głupie wymówki, ale mnie wystarczają. Każdy z nas porzuca swoje postanowienia właśnie z powodu błahych powodów.

Moje cele były też źle sprecyzowane, bo co właściwie oznacza „schudnę” lub zapiszę się na siłownię” (co rok na moich listach). Zapisywałam się na siłownię, nie było to trudne dla kogoś komu korporacja w ramach dodatkowej motywacji funduje kartę typu Multisport. Samo zapisanie na siłownię czy posiadanie magicznej karty nie sprawiało jednak, że ćwiczyłam regularnie, mało tego, nie powstrzymywało mnie przed szybkim porzuceniem tego planu. Schudnę? Ile? W jakim czasie? w ciągu roku? Jaki dokładnie był mój cel? Pisałam bzdury w stylu: „będę ćwiczyć, żeby ujędrnić ciało, nie potrzebuję dużo chudnąć”. Taki cel prosi się o szybkie porzucenie. Okrutna prawda jest taka, że jestem podłym typem „skinny fat” czy „fałszywie chudy”- niby szczupła ale z nieproporcjonalną warstwą tłuszczu. Jeśli nie zrzucę tego tłuszczu wokół brzucha to nie będę miała jędrnego ciała. Ja wcale nie wiedziałam jak chcę wyglądać.

w 2017 wiem jak chcę wyglądać, wiem to bardzo dokładnie, a pracę nad tym wyglądem rozpoczęłam jeszcze przed nowym rokiem. I tym razem wcale nie chodzi tylko o zdrowy styl zycia, bo taki prowadzę od dawna. Tym razem powiedziałam sobie głośno „w tym roku skończę 37 lat, wciąż mam szansę wyglądać zajebiście. Zrobię to!”

Mówiąc uczciwie wiem, że w 2017 dalej nie zrobię prawa jazdy, nie przebiegnę maratonu, nie nauczę się nowego języka, nie pojadę w „podróż życia”, nie zbawię świata. Wiem, że ten rok będzie pracowity nie za sprawą planów i marzeń, ale pracy która po prostu musi zostać wykonana. Będę bardziej niż na sobie skupiona na córce, której treningi judo są coraz bardziej absorbujące dla całej naszej rodziny, a w maju pójdzie do komunii (córka buddystki idzie do komunii!!!). Będę lepszą partnerką dla swojego konkubenta, bo po latach patologicznych awantur (jak to w konkubinacie) i ścierania się w końcu się dotarliśmy i głupio to teraz zepsuć. Wiem, że zawodowo będzie to trudny rok, pełen wyzwań, ale jeśli uda nam się przetrwać to pod koniec roku czeka mnie pewna zmiana, ponieważ biuro zmieni lokalizację, a ja w ten sposób mam szansę odzyskać nawet 2 godziny życia, które obecnie poświęcam na dojazdy. Wszystko co się wydarzy, muszę potraktować raczej jako szansę niż trud. Ale nie myślę o za bardzo o tym co będzie bo ucieknie mi to co tu i teraz, a tu i teraz jest dobrze.

Ściskam gorąco

K.

sztuka szczęścia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *