Buba- spełnione marzenie, które nie dało mi szczęścia

Mieliście czasem takie wrażenie jakby do absolutnej pełni szczęścia brakowało Wam tylko jednego? Ja miałam, niestety nie raz 🙂 I chociaż mam ogólne poczucie spełnienia to czasami pojawia się w mojej głowie jakaś myśl, która zamienia się w marzenie, a to marzenie po jakimś czasie wręcz w obsesję. Tak było z chęcią posiadania psa. Uparłam się, wyszukałam idealną hodowlę z idealnym szczeniakiem, a następnie chytrze zaplanowałam wakacje tak, abyśmy wracając do domu mogli odebrać psa w Gdyni.

Moja mała intryga przyniosła skutek i tak w lipcu kończyłam urlop z wymarzoną sunią rasy American Staffordshire Terier. I wówczas mogłabym powiedzieć, że naprawdę mam wszystko, tylko że czułam jakby coś było nie tak. Nie było radości, wspólnego wieczornego biegania, więzi jaką czułam z psami które miałam całe swoje życie. Był chaos, konflikt kot-pies (przecież wiedziałam, że siedmioletnia kotka nie przyzwyczai się łatwo, ale byłam uparta) oraz alergia na ślinę (nigdy wcześniej nie byłam uczulona na psa), Konsekwencje mojej decyzji mnie przerosły na tyle, ze po kilku dniach zdecydowałam oddać moją sunię do hodowli. Czułam się o tyle podle, ze moja decyzja to nie był impuls, ale wielomiesięczne planowanie, tylko że podszyte egoizmem w najczystszej postaci.

Dziś cieszę się, że hodowczyni nie mogła odebrać psa, bo właśnie wyjeżdżała na urlop. Jej odmowa i parę gorzkich słów kazały mi się wziąć w garść. Na wysokości zadania stanęli też, jak zwykle moi cudowni rodzice oraz P, którzy zaproponowali pomoc i zapewnili, że „jakoś sobie poradzimy”.

I jakoś sobie radzimy. Chodzimy z Bubą (tak daliśmy jej ostatecznie na imię- po trzech próbach) na szkolenie do psiego przedszkola, w planach kolejne, tym razem z  posłuszeństwa. Dotarłyśmy się w końcu, uczymy siebie nawzajem, po dwóch miesiącach mogę powiedzieć, że ta więź się wytworzyła. Staram się być przywódczynią stada, ale oprócz dyscypliny daję jej dużo miłości. Ta miłość nie przyszła od razu, ale teraz jest bardzo silna.

napaliłam się zwyczajnie na tego psa, chociaż wszyscy mnie ostrzegali, że teraz ledwie sobie radzę z ogarnięciem obowiązków w pracy i domu, ale jak mówi moja mama: „nie miała baba kłopotu to… wzięła sobie psa”. Budda mówił „wszystko jest cierpieniem”, chociaż to nie do końca prawda, bo znaczenie tej prawdy jest raczej „wszystko jest inne niż Ci się wydawało”. I faktycznie jest inne. Tylko że to ja niepotrzebnie wizualizowałam sobie dziwnie beztroskie życie z ukochanym czworonogiem, a okazuje się, żeby to życie było przynajmniej znośne to muszę włożyć w to bardzo dużo pracy.

Dopiero teraz, po dwóch miesiącach jestem gotowa, aby przedstawić Wam  Bubę- urodzoną w dzień kobiet (czyż to nie przeznaczenie? :-)) przyszłą uczestniczkę kolejnych manif na które mam zamiar zabierać ją w ramach imprezy urodzinowej :-), moja drogą przyjaciółkę i wielkie spełnione marzenie.

K.

sztuka szczęścia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *